Mów do mnie (2022)

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jakiś czas temu przeżyliście tragedię, która nieco wyautowała Was z życia społecznego. Chcąc w pewien sposób wrócić do grupy rówieśniczej, postanawiacie zarzucić nowy narkotyk, który krąży wśród znajomych, dosłownie wywracając oczy na drugą stronę w przypływie nadnaturalnej ekstazy. Ryzyko jest tylko takie, że wśród całej masy dobrej zabawy znajdzie się moment, który do niebotycznych rozmiarów wyolbrzymi nasze traumy.

Taki motyw właśnie leży u podstaw Mów do mnie, jednego z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie horrorów tego roku, który już po zapowiedziach jawił się jako zarówno coś kompetentnego, jak i zupełnie świeżego dla gatunku. Nie ma co ukrywać, dla mnie film Danny’ego i Michaela Philippou to godny następca genialnego Coś za mną chodzi (2014), wpisując się idealnie w kanon współczesnego, zaangażowanego kina grozy.

Cała historia kręci się wokół zabalsamowanej dłoni zamkniętej w ceramikę, która rzekomo należała do medium posiadającej zdolność rozmowy z duchami. Jest to oczywiście wariacja na temat tabliczki ouija. Żądna wrażeń młodzież jest magnesem zachęcającym do uprawiania okultyzmu, co jak zawsze wymknie się spod kontroli i będzie miało makabryczne skutki. W tym przypadku ich ofiarą staje się wywodząca z Pierwszych Ludów Australii dziewczyna o imieniu Mía (Sophie Wilde). Zmarginalizowana przez rówieśników zgadza się wziąć udział w rytuale w towarzystwie najlepszych przyjaciół, młodszego Riley’a (Joe Bird) i jego siostry Jade (Aleksandra Jensen).

Oczywiście modne jest dzisiaj nagrywanie wszystkiego telefonami i przesyłanie na Instagram, TikTok, Facebook lub gdziekolwiek indziej. Dlatego też opętańcza ekstaza staje się niejako viralem w mediach społecznościowych, którą sceptyczne dzieciaki biorą z dystansem, chcąc przekonać się o jej prawdziwości na własnej skórze. Analogii do życia współczesnych nastolatków jest tu dużo i na całe szczęście wszystko to wygląda naprawdę naturalnie, bez tego boomerskiego zadęcia, jakim charakteryzuje się wiele filmów traktujących o tematyce dorastania kręconych przez podstarzałych, białych facetów z Hollywood. Nasi bohaterowie mówią, zachowują się i po prostu żyją tak, jak zapewne dzieciaki na całym świecie.

Wielka w tym zasługa młodych, raczej nieznanych szerzej aktorów. Sophie Wilde w roli targanej traumą i szukającej ukojenia w paranormalnej „używce” nastolatki jest po prostu hipnotyzująca, a towarzysząca jej Aleksandra Jensen promieniuje urokiem poukładanej dziewczyny z sąsiedztwa. Praktycznie nie ma tutaj technicznej i warsztatowej rzeczy, której można by się było uczepić. Widać, że duet Philippou miał wszystko konkretnie przemyślane oraz kontrolował pracę na planie z godnym podziwu wdziękiem. Takie rzeczy się po prostu czuje, bo Mów do mnie ogląda się z najczystszą przyjemnością.

Największe wrażenie robi pierwsza połowa filmu, kiedy to nie znamy jeszcze dokładnie prawideł rządzących tajemniczą dłonią, a napięcie rośnie wraz z presją rówieśników napierających na to, by kolokwialnie odpalić wrotki i puścić się w szaleńczą jazdę razem z całą resztą. Nie chcę wchodzić w spoilery i powiem tylko, że im dalej w australijski busz, tym bardziej produkcja ta idzie wedle utartych prawideł współczesnego kina grozy. Nic w tym złego oczywiście, bo wciąż robi to z odpowiednią gracją i zwyczajnie działa jako horror, prezentując nam co najmniej jedną, wyjątkowo makabryczną wizję… miałem nie spoilerować.

Wiele horrorów epatuje brutalnością w celu prymitywnego szokowania widza. Mów do mnie również używa naprawdę wywracających żołądek efektów gore w jakże inteligentny sposób. Brutalność i przemoc wkracza w narrację bez ostrzeżenia, pozostawiając nas zmrożonymi, nierzadko zmuszając do odruchowego odwrócenia wzroku od ekranu. Serio, ja, osoba której niestraszne są gumowe flaki i fejkowe obrażenia ciała, na jednej ze scen chciałem po prostu zamknąć oko (heh). Ale nie jest to sedno filmu, a sceny te stanowią raczej wykrzykniki wieńczące to, co chcą nam przekazać twórcy.

Bez dalszego lania wody, Mów do mnie to absolutnie jeden z najlepszych horrorów tego roku i kolejny, wielki triumf w portfolio studia A24. Przerażający film, który zaskakuje na każdym kroku, mimo że niektóre wątki, jak na przykład żałoba po stracie bliskiej osoby, nie mają wystarczająco dużo miejsca, aby w pełni wybrzmieć. Jego zakończenie, bez wnikania w spoilery, jest jednym z najlepszych, jakie widziałem w ostatnich latach, pozostawiając wystarczająco dużo luźnych wątków na ewentualną kontynuację. Kto wie, może A24 da nam serię młodzieżowych horrorów w stylu Oszukać przeznaczenie? Ja bym nie pogardził!

Oryginalny tytuł: Talk to Me

Produkcja: Australia/Wielka Brytania, 2022

Dystrybucja w Polsce: m2films.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *