Sen o okapi (2022)

Jako prowincjusz od urodzenia, mam wiele sympatii do kameralnych historii osadzonych właśnie poza zgiełkiem wielkiego miasta. Bardzo to rozczulające w pewien sposób, kiedy widzimy relacje ludzkie ciągnące się od samego początku życia, często aż do śmierci. To coś, czego na próżno szukać wśród zgiełku wielkiego miasta, mając na uwadze fakt, jak wiele znajomości dziś jest przelotnych. Nie mówię, że to źle, bo to po prostu naturalna kolej rzeczy.

Właśnie w takiej scenerii osadzony jest Sen o okapi, niemiecki film oparty na bestsellerowej książce Mariany Leky o tym samym tytule. Opowiada on historię Luise (Luna Wedler), dziewczyny mieszkającej z babcią Selmą (Corinna Harfouch) w małej, spokojnej wsi Westerwald. Tę piękną, sielankową codzienność przerywa od czasu do czasu zły omen. Selma ma pewien makabryczny dar, ilekroć śni o okapi, ktoś z wioski umiera w nieszczęśliwym wypadku.

Dlatego żyjąca w oparciu o ludzi wokół Luise egzystuje w ciągłym lęku. Czy kolejny sen skaże na śmierć optyka (Karl Markovics), który od lat potajemnie zakochuje się w Selmie? A może pogrążoną w wiecznej depresji Marlies (Rosalie Thomass)? Co jednak jeśli tajemnicza ręka kostuchy dosięgnie kogoś jeszcze bliższego jej sercu? O tym oczywiście dowiecie się oglądając film, nie będę spoilerował.

Choć brzmi to wszystko dość depresyjnie, Sen o okapi zanurzony jest mocno w realizmie magicznym, przez co ciężko brać tutaj wszystko „na serio”. Estetyka filmu czerpiąca pełnymi wiadrami z twórczości Wesa Andersona, najmocniej odnosząca się do jego Kochanków z Księżyca. Moonrise Kingdom (2012), nadaje wszystkim patologią ludzkiego jestestwa pewien baśniowy posmak. Wspomniana Marlies, kobieta zmagająca się poważnymi problemami natury psychicznej, przefiltrowana zostaje przez dziecięcą perspektywę, która czyni ją raczej literacką figurą wyrwaną z baśni. To samo dzieje się z nękanym schizofrenią optykiem, którego choroba stanowi tutaj wręcz komediowy wytrych.

Jednak pomimo dość ponurej tematyki poruszanej przez film, też przez większość czasu jest po prostu „Feel Good” produkcją, która trafi do każdego i poruszy go na jakimś poziomie. Oderwana od świata wioska staje się pozbawioną logiki przestrzenią, która zawieszona w niejasnym czasie rządzi się tylko dwoma prawami – siłą intuicji i przewidywaniem nieuniknionego. Dlatego też nie ma co kotwiczyć Snu o okapi w ramach sztywnej codzienności, traktując go raczej jako rodzaj pewnej dziecięcej fantazji.

A tą zdecydowanie jest pierwszy rozdział, podzielonego na trzy, filmu. Każdy z nich jest zupełnie inny pod względem stylistyki i każdy w organiczny sposób łączy się ze sobą, tworząc naprawdę spójną całość. Znajdzie się tutaj miejsce na brutalne momenty szoku dla widza, rozczulające sekwencje odzwierciedlające elementarne aspekty naszego życia i przywodzące na myśl kultowe Miasteczko Twin Peaks (1990-2017) odjazdy w stronę surrealizmu. Nie jest to jakoś bardzo wysublimowane i wszyscy siedzący nieco głębiej w europejskim kinie wyczują tutaj nieco naiwności, ale widocznie różne od tego, co serwuje nam główny nurt.

Urodzony w 1981 roku reżyser, Aron Lehmann, dorastał na wsi jako syn księgarza. Tak więc miłość do literatury została niejako wyssana z mlekiem matki. Tak więc posiada on naturalnie najlepsze warunki do sfilmowania powieści Mariany Leky, która została przetłumaczona na 22 języki i sprzedana ponad 800 000 razy. I to tutaj czuć, bo jeśli miałbym dodać kolejny przymiotnik określający Sen o okapi do tych, które już padły na przestrzeni tego tekstu, to napisałbym, że został on nakręcony z miłości do słowa pisanego. To film poetycki, którego efemeryczna tkanka zaciera granicę między papierem a ekranem.

Będzie więc sporo osób, którym pocieknie łza w ostatnich chwilach seansu, nie będąc w stanie dokładnie powiedzieć, czy dzieje się to ze smutku, czy ze szczęścia. Film delikatnie podchodzi do trudnego tematu, zapewnia pocieszenie. Jest jak wielki, ciepły uścisk, który obejmuje nas w chwilach zwątpienia. Jeśli potrzebujecie czegoś idealnego na ponury koniec roku, pozbawione zbędnego kiczu, to zawitaliście pod dobry adres. Zapukajcie i pozostańcie w milczeniu, w końcu prawdziwa miłość nie wymaga słów.

Oryginalny tytuł: Was man von hier aus sehen kann

Produkcja: Niemcy, 2022

Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *